Kuty nad Czeremoszem – pozostałości mostu | Polonika

Przejdź do treści
BADAMY - CHRONIMY - POPULARYZUJEMY polskie dziedzictwo kulturowe za granicą
Ukraina

Kuty nad Czeremoszem – pozostałości mostu i przejścia granicznego

W nocy z 17/18 września 1939 roku granice Rzeczypospolitej opuściły najwyższe władze państwowe, na czele z prezydentem Ignacym Mościckim i marszałkiem Edwardem Rydzem-Śmigłym. Wraz z tysiącami uchodźców cywilnych i wojskowych wyjechali oni do Rumunii przez most graniczny w Kutach nad Czeremoszem. Dzisiaj w tym miejscu został tylko zrujnowany budynek odpraw celnych oraz fragment przyczółka mostowego.

Most na Czeremoszu

Czeremosz był od wieków naturalną granicą – przed rozbiorami pomiędzy Rzeczpospolitą a Księstwem Mołdawskim, a później pomiędzy dwoma prowincjami Austrii, tj. Galicją i Bukowiną. Po obu stronach rzeki znajdowały się dwa miasta będące lokalnymi ośrodkami handlowymi i usługowymi – Kuty i Wyżnica. Po upadku Austro-Węgier rzeka z powrotem stała się granicą państwową, a Wyżnica wraz z całą Bukowiną znalazły się w granicach Rumunii. Stały, drewniany most łączył oba brzegi jeszcze przed pierwszą wojną światową, został jednak zniszczony w wyniku powodzi w 1927 r.

W związku z planami rozwoju Kut i szerzej całego Pokucia administracja polska przyjęła za główne zadanie poprawę infrastruktury komunikacyjnej regionu. Turyści, którzy w latach dwudziestych chcieli dostać się do Kut czy pobliskiego Kosowa, musieli najpierw dojechać pociągiem do Zabłotowa, a później jeszcze pokonać 30 km po złych drogach furmanką lub samochodem ciężarowym, zastępującym autobus. Od końca lat dwudziestych aż do wybuchu wojny dużo zrobiono w tym regionie dla poprawy stanu dróg, po których z czasem zaczęły kursować nowoczesne autobusy pasażerskie. Aby usprawnić wywóz drewna z lasów karpackich, a z drugiej strony przyciągnąć turystów, administracja polska postanowiła też wybudować odnogę kolejową łączącą Kuty z magistralą Warszawa-Lwów-Stanisławów-Czerniowce. Postanowiono wykorzystać w tym celu wybudowaną jeszcze za czasów austriackich linię kolejową prowadzącą wzdłuż bukowińskiego brzegu Czeremoszu od stacji Niepołokowce do Wyżnicy.

Inauguracja mostu w Kutach w 1930 r.

Inauguracja mostu w Kutach w 1930 r. (fot. NAC)

Latem 1930 r. wybudowany został nowy most drogowo-kolejowy, łączący Kuty i Wyżnicę. Wznieśli go w ekspresowym tempie saperzy z 1. i 2. Batalionu Mostów Kolejowych z Krakowa i Jabłonny. Most o długości ok. 300 metrów miał konstrukcję drewnianą z elementami stalowymi, a obok toru kolejowego znajdowała się także jezdnia i chodnik dla pieszych. Dla uczczenia budowniczych mostu jedna z ulic Kut została nazwana ulicą Saperską (dzisiaj Strzelców Siczowych). Niedługo po wybudowaniu mostu rozpoczęto eksploatację linii Kuty-Niepołokowce-Śniatyn dla przewozów towarowych.

W kolejnych latach niedaleko mostu wzniesiono także drewniany budynek dworca kolejowego o interesującej architekturze nawiązującej do stylu art déco i z wykorzystaniem elementów zdobnictwa huculskiego.

Dworzec kolejowy w Kutach

Dworzec kolejowy w Kutach (fot. Polona)

Regularne połączenie pasażerskie do Kut zostało zaprowadzone jesienią 1935 r. – pociąg ruszał z Warszawy o 15.30, po ponad 9 godzinach jazdy był we Lwowie, a o 4.36 następnego dnia dojeżdżał do granicznej stacji Śniatyn-Załucze. Podróżni, udający się do Kut, po przekroczeniu granicy jechali tranzytem bez kontroli paszportowej i na miejscu byli o 6.53., Rozkład ten z drobnymi zmianami obowiązywał w kolejnych sezonach wakacyjnych aż do 1939 r.

Przejście graniczne

Przy moście funkcjonował także budynek odpraw celnych i strażnica graniczna, przy czym przez większą część okresu międzywojennego była to skromna, drewniana budka. Dopiero pod koniec lat trzydziestych zastąpiono ją nowym, dużo bardziej okazałym budynkiem. Była to solidna, murowana konstrukcja w stylu modnego wówczas modernizmu z charakterystycznym przeszklonym występem, w którym w wygodny sposób można było przeprowadzić kontrolę paszportową, bez konieczności wychodzenia strażnika z budynku. Niestety, nieznane są jak dotąd szczegóły dotyczące inauguracji tego obiektu (zapewne około 1938‒1939) ani jego architekta.

Przejście to miało charakter przede wszystkim turystyczny, a największy ruch miał miejsce latem i wczesną jesienią. Dzięki porozumieniu pomiędzy Polską a Rumunią turyści mogli przekroczyć granicę i poruszać się w obrębie kilku kilometrów od niej bez posiadania paszportu, pod warunkiem wyrobienia przepustki w starostwie w Kosowie (w tych czasach wykupienie paszportu było drogie i nie każdy mógł sobie na niego pozwolić). Dużym powodzeniem wśród turystów polskich cieszyły się towary, przywożone z południa Rumunii i sprzedawane powszechnie w sklepach w Wyżnicy, jak rodzynki, słodycze, czy wino.

Przejście graniczne w Kutach ożywiało się w połowie czerwca, w okolicach odpustu w parafii ormiańskokatolickiej (13 czerwca). Wtedy do Kut licznie zjeżdżali Ormianie polscy, mieszkający od dziesięcioleci na Bukowinie i w Besarabii. Wielu z nich nie miało już obywatelstwa polskiego i nigdy nie mieszkało na dłużej w Kutach, ale wywodzili się stąd ich przodkowie, którzy jeszcze w XIX w. wyjechali w celach handlowych dalej na wschód i południe. Przekazywana z pokolenia na pokolenie tradycja nakazywała przyjazd do Kut, przynajmniej raz na kilka lat, na dzień św. Antoniego. Był on szczególnie czczony wśród polskich Ormian jako patron kupców (poza tym oczywiście przywracał zdrowie i rzeczy zagubione). Była to okazja do spotkania się z krewnymi, odwiedzenia grobów przodków i zamówienia mszy w ich intencji. Odpust ten cieszył się zresztą dużym powodzeniem także wśród katolików obrządku łacińskiego i greckiego, mieszkających po obu stronach Czeremoszu.

Budynek odpraw celnych w Kutach (fot. J. Ber)

Budynek odpraw celnych w Kutach (fot. J. Ber)

Po spaleniu mostu i dworca kolejowego w czasie drugiej wojny światowej, a później po wcieleniu tych ziem do ZSRR, budynek odpraw celnych stracił rację bytu i przez dziesięciolecia ulegał systematycznej degradacji. Dzisiaj została z niego tylko skorupa murów pozbawiona drzwi i okien, z podpiwniczeniem zasypanym gruzem i śmieciami. Obok można dostrzec jeszcze pozostałości przyczółka mostowego, tj. wzmocniony nasyp ziemny z murowanym z kamieni filarem. Wobec budowy po wojnie mostu w zupełnie innym miejscu (kilkaset metrów dalej w górę Czeremoszu) rejon dawnego przejścia granicznego znalazł się na uboczu od głównych dróg, a w jego sąsiedztwie znajdują się teraz głównie magazyny oraz niewielkie zakłady produkcyjne i usługowe.

Wrzesień 1939

W wyniku ofensywy wojsk niemieckich, marszałek Edward Rydz-Śmigły już 13 września 1939 r. zmuszony został do wydania rozkazu o przygotowaniu głębokiego odwrotu wojsk polskich na tzw. przyczółek rumuński. W zamierzeniach Naczelnego Wodza siły pozostające w centrum kraju miały jak najdłużej wiązać Niemców, a pozostałe zgrupowania miały odejść w kierunku południowo-wschodnim. Tam ‒ w oparciu o Dniestr, Karpaty i granice neutralnych Węgier i Rumunii ‒ Wojsko Polskie miało dokonać przegrupowania i doczekać do zapowiadanej ofensywy generalnej Francji i Wielkiej Brytanii na froncie zachodnim.

Począwszy od 13-14 września przedstawiciele najwyższych władz wojskowych i cywilnych znaleźli się na Pokuciu, lokując się przede wszystkim w Kołomyi, Kosowie i Kutach. Kosów stał się siedzibą Sztabu Naczelnego Wodza i Ministerstwa Spraw Wojskowych, a Kuty – Ministerstwa Spraw Zagranicznych i korpusu dyplomatycznego.

Po serii klęsk, 16 września w polskim sztabie pojawiły się pewne sygnały optymizmu. W ocenie oficerów z najbliższego otoczenia marszałka Rydza-Śmigłego, wojska niemieckie były już wyczerpane dwoma tygodniami ciężkich walk, a przez wydłużenie linii zaopatrzeniowych miały one odczuwać niedobory paliwa i amunicji. Tym samym uważano za realne zahamowanie marszu Wehrmachtu i okrzepnięcie polskiego oporu na linii Dniestru. Równolegle – zgodnie z ustaleniami sojuszniczymi – powinna wyruszyć generalna ofensywa na froncie zachodnim, której naturalnym skutkiem byłoby wycofanie dużej części sił niemieckich z Polski.

Nadzieje te runęły następnego dnia, wraz z przystąpieniem do wojny ZSRR. Jednostki Armii Czerwonej złamały opór nielicznych oddziałów Korpusu Ochrony Pogranicza i w ciągu kilkunastu godzin pierwsze czołgi sowieckie znalazły się w okolicach mostu w Uścieczku nad Dniestrem. Droga do Kut, odległych od tej przeprawy o niecałe 100 km, stała otworem, tym bardziej że po drodze nie było żadnych jednostek Wojska Polskiego zdolnych do stawienia poważniejszego oporu.

Władze polskie, całkowicie zaskoczone wystąpieniem Sowietów i postawione w beznadziejnej sytuacji, podjęły decyzję o ewakuacji do Rumunii. Odbyła się ona właśnie przez most graniczny w Kutach – tędy kraj opuścili prezydent Ignacy Mościcki, marszałek Edward Rydz-Śmigły, premier Felicjan Sławoj-Składkowski wraz z prawie całym swoim gabinetem, a z nimi kilka tysięcy żołnierzy i uchodźców cywilnych. Kuty pozostały w polskich rękach aż do przedpołudnia 21 września, kiedy to ostatni żołnierze z oddziału osłonowego mjr. Henryka Piątkowskiego przeszli przez most do Wyżnicy.