Słów kilka o sztuce kochania Henryka Siemiradzkiego
„Tyś jest najwyższą z sił, wszystko ulega tobie” - pisał o miłości na przełomie wieków Kazimierz Przerwa-Tetmajer. Afekt, namiętność i pożądanie należały do najważniejszych motywów Młodej Polski. A wśród polonik znajdujących się w kręgu naszych zainteresowań znajduje się pewien niezwykły obraz, a ściślej cykl obrazów, pt. „Za przykładem bogów”, który przedstawia ten temat w sposób wyważony, akademicki, a jednocześnie niezwykle plastyczny. Malować tak potrafił tylko jeden polski twórca - Henryk Siemiradzki.
Pod koniec XIX wieku Henryk Siemiradzki należał do kluczowych polskich malarzy. Dzisiaj miałby na pewno rangę wielkiego celebryty. Bywał odwiedzany przez ludzi wpływowych, zachwycano się jego techniką, a pokazy prac urządzano w wielu europejskich metropoliach. Artysta pozostawał obojętny na nowinki impresjonistów, o których tak głośno mówiono w Paryżu. a jego ulubionym tematem pozostawał antyk. Nikt tak jak on nie malował scen z życia Rzymian z okresu wczesnego cesarstwa. Miał zmysł dekoracyjny, skłonność do dech zapierających teatralnych aranżacji. Jego kolory są nasycone, linie łagodne i harmonijne, a szczegół dopracowany, wyrazisty.
„Za przykładem bogów” nie jest jego dziełem najsłynniejszym, lecz dla historyków sztuki stanowi temat szczególny. Rzadko zdarza się bowiem, by do naszych czasów zachowało się tak wiele kopii jednego obrazu.
Dzieło przedstawia intymną scenę rozgrywającą się nad jeziorem, na tle leśnego zagajnika. Na pierwszym planie widzimy parę zakochanych stojących pod posągiem Amora i Psyche. Postaci te są personifikacją miłości i duszy, a także wiecznego ich połączenia. Po prawej stronie kadru, przy brzegu, cumuje bogato dekorowana łódź, a na kamiennym pomoście stoi zakochana para. Dziewczynę skąpaną w słonecznym światłle obejmuje młodzieniec schowany za nią. W głębi obrazu, za łodzią, widać jeszcze niewielką antyczną altanę, którą zdobi posąg Wenus, patronki zakochanych.
Siemiradzki uwielbiał motywy antyczne. Na wielu jego obrazach pojawiają się słynne starożytne rzeźby. Ta, przy której stoi para zakochanych, również jest znana historykom sztuki. To przechowywany w Muzeach Kapitolińskich antyczny posąg „Amor i Psyche”, odkryty w Rzymie w połowie XVIII wieku. Malowane przez niego postaci także pozostają statyczne, jakby wykute w kamieniu, na tym jednak polega kunszt Siemiradzkiego. Temu ujęciu namiętności daleko więc do symbolicznej sceny „Szału” Władysława Podkowińskiego lub wszystkich tych młodopolskich femme fatale.
A pomimo to obraz przykuwa naszą uwagę. Podobał się także wówczas, zarówno odbiorcom, jak i samemu artyście, bo Siemiradzki poprawiał go aż do swojej śmierci. Do dziś zachowały się aż cztery autorskie repliki, jedna zaginiona oraz szkice.
Pierwszy obraz „Za przykładem bogów”, z 1879 roku, zakupił pochodzący z Lwowa ziemianin i kolekcjoner, Bolesław Orzechowicz, który w rodzinnym majątku w Kalnikowie pod Przemyślem założył prywatne muzeum. Płótno to dzisiaj przechowywane jest w Zakarpatskim Obwodowym Muzeum Sztuki im. Josypa Bokszaja w Użhorodzie. Kolejne warianty tej sceny różnią się szczegółami, a także formatem, innym dla każdego z zachowanych obrazów. Druga wersja dzieła jest własnością prywatną. Jeszcze inna zaginęła, lecz znamy ją z fotografii. Następnu, namalowany w 1888 roku, obraz znajduje się w zbiorach Narodowej Galerii Armenii w Erewaniu. Ostatnią wersję, powstałą kilka lat przed śmiercią malarza, można zobaczyć we Lwowskiej Narodowej Galerii Sztuki.
Na fali popularności „Za przykładem bogów” dzieło wydano i upowszechniono jako heliograwiurę, czyli technikę druku wklęsłego, w Wiedniu.
A o Henryku Siemiradzkim i tym konkretnym obrazie mogą Państwo przeczytać tekst pani Elżbiety Pachały-Czechowskiej w naszej serii Polonik Tygodnia.